Chłopiec słysząc donośny głos taty ruszył, a raczej starał się ruszyć jak najszybciej, ale bez prawej nogi nie było to łatwe.
Wziąwszy w dłonie kule jął niezdarnie kuśtykać się ku pracowni.
Miał co prawda drewnianą protezę, lecz była ona już stara i spróchniała, i nie pomagała mu dostatecznie.
Pchnął równie spróchniałe stare drzwi, i wytężył wzrok by dojrzeć gdzie siedzi stary zsiwiały pan.Owym starym panem był Michael, ojciec chłopca.
Martwił się on stanem syna, lekarze nie dawali mu szans, i odmawiali dalszego leczenia.
Biedny Johny miał problemy z codziennym życiem, nie mówiąc już o zachowaniu innych wobec niego.
,,Johny to bardzo trudny przypadek, jedyne co możemy uczynić, to w tych ostatnich dniach życia, dać mu wolność od szpitalnego łóżka''.
Te słowa nękały tatę dzień w dzień.
Pozostawała mu jedynie żarliwa modlitwa...
Syn jego urodził się bez nogi, ze słabym wzrokiem, oraz bez trzech palców u lewej ręki.
Wzrok stracił już prawie zupełnie, a stare szkła były za słabe by pomóc chłopcu.
Matka zginęła przy porodzie, a Michael był ubogim architektem.
Mieszkali w starym, prawie dwustuletnim domu,trzymającym się na kilku grubych belach, bez wody, a jedynym źródłem światła był zakurzony żyrandol, wiszący w obszernym salonie.
Gdyby Johny był zdrowy na pewno biegał by po całym budynku, nie odkrył by jednak tajemnicy...
*
-Co chciałeś mi pokazać tatu?-spytał wyraźnie zaciekawiony.
-Yyy...Tylko...Uważaj, proszę...-rzekł troskliwie ojciec wskazując na nową makietę domu.Wymarzonego domu.
Chłopiec z radością doczołgał się do stolika,i zaczął przyglądać się uważnie.
Niestety, stało się to, czego obawiał się ,,Tatu''.
Synek upadł niszcząc przy tym dzieło Michaela, ten jednak nie przejmował się stratą makiety, ale zdrowiem Johnego.
Natychmiast ruszył długim korytarzem do kuchni po bandaże.
Tymczasem stolik wpadł w regał ze starymi księgami, a ogromna, czerwona księga wyszywana złotą nicią, wysunęła się delikatnie.
Chłopiec podniósł się niezdarnie, i, jakoś tak , instynktownie, pociągnął ową książkę, a regał osunął się, powstało przejście, brama, do magicznego świata.
Johny ruszył w jej stronę.
A tam...:
Blade obłoki, biały świat...
I, coś , niby człowiek , magiczna istota , podniosła się , i ruszyła w stronę chłopca.
Jej twarz promieniała niebiańskim blaskiem, ogromnie skrzydła tworzyły ciepły powiew, a złoty krąg wisiał nad jej głową.
Tak , był to anioł, a dokładniej - anielica.
- Witaj, Johny.-Rzekła troskliwie z ciepłym uśmiechem na twarzy.
- Cz..Cześć...Skąd znasz moje imię?-Spytał niepewnie młodzieniec.
- Jestem twoim aniołem stróżem.Puść kule , umiesz chodzić , uwierz. Zdejmij okulary , widzisz.- Powiedziała anielica , i odfrunęła.
Ojciec zastał syna stojącego przed regałem, o własnych siłach, z własną, prawdziwą nogą , bez okularów, z palcami u lewej ręki, uśmiechniętego.
- S...Sy...Synu! Jak?- zdołał wydusić Michael.
-Tajemnica tatu-odrzekł Johny.
Ojca nie obchodziło już jak to się stało, wierzył tylko że to dzięki Bogu...
*
Kilka dni później ,,Tatu'' zyskał pracę na wysokim stanowisku, odnowił makietę i wybudował wymarzony dom.
Johny wrócił do szkoły i stał się wielbionym i lubianym dzieckiem, stał się również bohaterem takich opowiadań, jak na przykład to.
O czymś zapomniałam?
A , no tak.
I żyli długo i szczęśliwie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz