piątek, 26 grudnia 2014

Reggae

Reggae

Melodie tańczą w powietrzu,
Oddają swą moc,
Tu siłą jest siła dźwięków.
Muzyka łączy a nie dzieli,
A w całym tym szaleństwie,
Nieposkładanych słów,
Muzyka Reggae.
To nie ma zniechęcić do życia człowieka,
Niech ten co słucha,
Od złych myśli ucieka,
Kołysząc się wśród nutowej bryzy,
Dźwięków, kolorów i odczuć.
Ona kluczem jest do szczęścia,
Otwiera  drzwi,
Zamknij je za sobą,
Marz, kochaj i śnij !
Reggae mówi tobie : szanuj, drugiego człowieka,
Śpiesz się kochać ludzi, czas tak szybko ucieka !
Chciwi ludzie Ci nie dorastają do pięt,
Bogatsi on innych,  zawsze więcej chcą mieć.
Ty miej to co masz, ty nie patrz im w twarz,
Ty miej to co masz, ciesz się chwilą która trwa,
Każda z nich daje ci wspomnienia,
Wspomnienia, nie do zapomnienia.
Takie mamy czasy,
Dobrych ludzi jest coraz mniej,
Bądź jednym z nich,
I weź to do serca swego,
Wysłuchaj tego,
Zawsze masz szanować, człowieka drugiego,
Nie patrzeć na tych chciwych bo masz od nich więcej,
Klucz do szczęścia, dobre serce i muzykę Reggae.

środa, 24 grudnia 2014

Wigilia

Wigilia

Z utęsknieniem na to czekam,
Choć jest ciężko, nie narzekam,
Czekam, na ten dzień,
Kiedy problem zamienia się w szary cień.
Z rodziną się spotkam, porozmawiam,
Przytulę,
I wujka Józka, I ciotkę Ulę,
Barszczyk, śledź, makrela,
Pomarańcza i morela,
Ciepłych dań, pełen stół,
Już się zbiera, gości stu!
Patrzę i nie rozumiem,
Pojąć tego nie umiem:
- Mamo, miejsc jest 101,
 Kogoś brakuje? - pytam z niedowierzaniem.
- Ależ nie kochanie,
  Cóż to za pytanie? -Mama się ciepło uśmiecha.
- Bo widzisz, jest taka tradycja.
  Na przykład, ciocia Patrycja,
  Zostawiła też miejsce jedno,
  I nowych gości się do niej zbiegło.
  Bo to jest miejsce dla tajemniczej osoby,
  Kogoś, kto jest sam w ten dzień,
 Nie został zaproszony.
Dopiero teraz zrozumiałam o co chodzi,
I zaraz podbiegłam do drzwi,
Oczekując nieoczekiwanych gości.
Jednak długo nie zdążyłam,
Bo mama mnie nagle wzywa,
Oto chwila niezwykle ważna,
Teraz właśnie osoba każda,
Składa innym życzenia,
Z okazji Bożego Narodzenia,
Życzy prezentów, zdrowia,
Szczęścia, spełnienia marzeń,
I takie tam różne,
Trochę te życzenia próżne...
Bo moim zdaniem, jak się życzy wciąż to samo,
To już nie będzie takie jakie powinno być.
Prawdziwe życzenia powinny być od serca,
Bo jak każdemu się papla tę samą gadkę,
To jakby wszyscy byli, tacy sami...
Chyba powinniśmy chcieć dla kogoś tego,
Czego mu brakuje.
Chorej Cioci zdrowia,
Biednemu Kuzynowi dobrej pracy...
Ale przejdźmy do rzeczy.
Więc dzielimy się opłatkiem,
Z Mamą,
Babcią,
Wujkiem,
Dziadkiem.
Potem coś przyjemnego,
Zasiadamy do stołu wspólnego,
I jemy i jemy,
I choć już się najemy,
To wszyscy jedzą,
Więc i my też jemy,
Oczywiście zawsze się kończy tak samo...:
- O boże!!! Ale ja jestem gruba!!! -Wrzaśnie mama
- A miałam się odchudzać, w przyszłym roku nic nie zjem!!! -Krzyknie ciotka.
- W przyszłym roku... No właśnie, co w przyszłym roku, i tak nic się nie zmieni...
Ale siedząc przy stole z rodziną razem,
Jakoś lepiej się wciska w siebie ryby i zrazy,
I barszczu trochę na to,
I boczek wraz z kiełbasą, i tak dalej się to ciągnie, oj, daleko...
Potem, późnym już wieczorem,
Stajemy wszyscy społem,
I zaczynamy śpiewać kolędy,
Ale Ciotka zawsze fałszuje,
I całą melodię psuje,
A Maciek, syn Cioci Gośki,
Siada na ziemi,
I ciągle się złości,
Nagle pies wskakuje na stół,
I zjada Karpia pysznego...
Mama załamana, a dzieci,
Dzieci beztrosko biegają w tu i tam,
Oczekując tego momentu,
Gdy to dorwą się do prezentu.
A gdy już dostaną upominki,
Radość wraca do rodzinki,
Bo one zawsze się tak cieszą,
Ich uśmiechy smutek leczą.
A po otwarciu prezentów,
Gdy maluchy ochłoną,
Wszyscy się ubierają,
I na pasterkę gnają,
A tu znów się pojawia problem,
Bo dzieci nie chcą się dobrze zachowywać,
Ale one nie rozumieją, że w kościele nie należy krzyczeć,
Biegać, ani śpiewać swojej ulubionej piosenki z Barbie,
Ani też rysować na ołtarzu, a na pewno nie ciągnąć księdza za rękaw,
Ale choćbyśmy sobie włosy z głowy powyrywali,
One nie zrozumieją, czemu niby zabawa w domu była całkiem normalna,
A teraz robią źle, ale nie wiedzą co.
Po pasterce spędzamy jeszcze dużo czasu w domu, znów przy stole,
W telewizji leci Kevin sam w domu, chociaż film dla maluszków,
W końcu ogląda go całe towarzystwo.
Jednak ten wieczór coś w sobie ma, że jest tak wspaniały...



środa, 17 grudnia 2014

Daleko i jeszcze dalej

Daleko i jeszcze dalej

Zwyczajny dzień,
W rutynie codziennych zdarzeń,
Nic się nie zmienia, wszystko jest takie monotonne...
Siadam przy oknie, rozsuwam zasłony, i patrzę.
Patrzę dalej, za miasta tłok, za wysokie wzgórza,
Za głębokie morza, za pola i lasy, i jeszcze dalej...
Tam wśród sadów, stoi malowana chatka,
Mały, śliczny domek,
Niczym kryształ w pierścionku.
W oknach błyszczą blade światła,
Ogrody pełne pięknych róż...
Dom pusty jest na pozór,
Lecz pozory mylą wzrok,
Miłość tam mieszka,
I chociaż Smutek puka do drzwi,
A Zazdrość kamieniami rzuca w szyby,
Miłość nie chce im otwierać,
Wraz z jej siostrą radością,
Oraz synem szczęściem,
Wiodą życie spokojne...
Zaraz zaraz, spokojne?!
Tam nie ma chwili spokoju,
Bo w tej bajce zwanej życiem,
Bierze udział każdy z nas,
Ale, niestety, czasem smutek,
Razem z Zazdrością,
Walczą z Miłością,
I oszukują wciąż,
Zabierają nam chwile,
Które chce nam Szczęście dać,
Chwile tak ciepłe i miłe,
Chce nam zabrać uśmiech,
Które Radość nam daje,
I motyle w brzuchu,
Przez Zazdrość odlatują...
Więc nie dajmy się Smutku i Zazdrości,
Bo Miłość, Szczęście, Radość,
Są naszą najbliższą rodziną,
Która w malowanej chatce mieszka,
Daleko i jeszcze dalej!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Syrenie życie

Syrenie życie

Wśród czarnej głębi,
Nieznanej i obcej,
Czarnej jak heban,
Żyją przedziwne istoty...
Opowieści rybaków,
Mrożą krew w żyłach,
Krążą legendy...
Otóż kiedyś żyła,
Pewna kobieta,
Zupełnie normalna,
Szczupła dziewczyna...
Pewnego dnia,
A była to Niedziela,
Piasek na plaży,
Dziwnie pobielał,
Późnego wieczoru,
Zaciekawiona,
Nie mówiąc nikomu,
Wymknęła się z domu.
Spacerując spokojnie,
Z miłym uśmiechem,
Pod powierzchnią morza,
Ujrzała jakby ognie.
Weszła do wody,
Powoli,
Aż coś ją wciągnęło,
Do morskiej toni,
Była to istota,
O włosach jasnych,
Oczach koloru nieba,
I ogon miała rybi.
Był to syren.
Wciągnął ją do jamy,
Gdzieś tam, głęboko,
Zmienił ją w syrenę,
Uśmiechając się szeroko,
I tak się zaczęło,
Syrenie życie...

piątek, 12 grudnia 2014

Żołnierz

Żołnierz

Gdzieś tam, daleko,
Za górą i rzeką,
Na straży stoi, żołnierz.
Z pokorą w duszy,
Spokojem serca,
Nic go nie ruszy,
Gdy broni.
Z dumną postawą,
Miną bez wyrazu,
Oczami przed siebie,
Patrząc w pustkę krajobrazu.
Wzrok nieobecny,
Karabin na piersi,
Palec na spuście,
Stojąc prosto,
Otoczenie śledzi.
Za czołgiem się kryją,
Spiskowcy, wrogowie,
A żołnierz wciąż głowę na wprost, 
I czeka, czy pójdą sobie.
Mimo niebezpieczeństwa,
Broni nie używa,
Stoi obserwując spustoszałą ziemię.
Nadal łez nie roni,
Wie co go czeka,
Koniec już blisko,
Spogląda na niebo...
Jasna łuna wybija się z char dymu.
Na twarzy żołnierza uśmiech pojawia się po raz ostatni...
Padł strzał,
A żołnierz stoi, już umierający,
Kilka łez roni.
Na polu bitwy,
Za górą i rzeką,
Żołnierz Polski,
Jeden z tysięcy,
Zginął za Polskę,
Żyjąc dla Polski...

czwartek, 11 grudnia 2014

Kiedyś się zakończy...

Kiedyś się zakończy...

1.Wciąż, gonisz czas,
Uciekasz, biegniesz w pustkę,
Jaki sens ma dostać szóstkę,
Kiedyś coś zabierze nas.
Zaginiemy, i czar pryśnie,
W parę sekund znika wszystko, 
Czujemy że koniec blisko,
Kalendarz chwil w myślach zabłyśnie.
Ref.
Kiedyś się zakończy,
To co było, to co jest,
Jest jedno co nas łączy,
Radość wspomnień,
Pamięć chwil.
2.Zapada cisza, spokój upragniony,
Choć raz zatrzymamy się,
Nie są ważne, pieniądze i sukces,
Lecz kilka słów, dobrych chwil które cieszą Cię.
Ref.
Kiedyś się zakończy...
3.Nie brnij w to twardo,
Niczym wielki w szczelinę,
Uwierz że warto, dać chwilę rodzinie.
Stój, nie biegnij we mgle,
Stój, bo zagubisz się,
Stój, ktoś kocha Cię,
Siedzi pod murem, i tęskni!
Ref.
Kiedyś się zakończy,
To co było, i co jest,
Nie zgub się wśród życia pnączy,
Choć raz zatrzymaj się,
Proszę Cię...

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 4 - Tajemnicza biblioteka

Rozdział 4

Tajemnicza biblioteka

Zdarzenie sprzed kilku ostatnich dni zamąciło mi w głowie,
Ale chyba mi coś uświadomiło.
Że nie jestem już tą samą, zupełnie normalną i w 100 % przeciętną nastoletnią Emmy.
Jestem kimś więcej.
Zastanawiałam się czym była ta dziwna fala uderzeniowa którą wytworzyłam...
Nie umiałam sobie tego uświadomić, nie potrafiłam uwierzyć, że to czary,
Jakaś magiczna siła.
Powinnam była jednak uwierzyć już wtedy...

*

Poszłam do szkoły, jak każda NORMALNA dziewczyna.
Po lekcjach jednak ciekawość przezwyciężyła nad rozsądkiem.
Ruszyłam prosto do szkolnej biblioteki, ale nie do części głównej, gdzie krzątali się uczniowie, a panie sprzątaczki gorączkowo biegały od półki do półki, wychwytując każdy szczegół,
każdą krzywo postawioną książkę, każdą drobinkę kurzu.
Były tym tak zajęte, że nie zauważyły jak cicho wemknęłam się na ,,bezludną'' część biblioteki.
Dowiedziałam się o niej trochę z klasowych plotek.
Ponoć, jest z nim związana pewna legenda,
Kiedyś, krótko po zbudowaniu szkoły, a ma ona już swoje lata,
Coś się tam zdarzyło, coś nieludzkiego.
Od tamtej chwili panie bibliotekarki unikają tego tematu jak ognia,
I zawsze wszystko przygotowują, sprzątają, jakby kogoś się spodziewały.
Ale była taka jedna, miła starsza pani.
Nie zbyt chuda, lubiła dużo mówić i plotkować.
Z tego też powodu była bardzo lubiana przez uczniów.
Pewnego dnia, a była to środa minionego roku,
Gawędząc z uczennicami 6 klasy, powiedziała za dużo.
Następnego poranka uczennice znów zaszły do wypożyczalni.
Pani nie siedziała jednak starym zwyczajem, na drewnianym krzesełku obok wejścia.
Gdy dziewczyny zapytały się gdzie jest pani Marszellstaff, podając dokładny rysopis,
Bibliotekarki odpowiadały, że w aktach nauczycieli i pracowników nie ma nikogo o takim nazwisku.
Nastolatki pytały się tak każdego, ale niektórzy dziwnie zachowywali się podczas pytań.
Sam pan dyrektor po zadanym pytaniu udał, że nie wie co one sobie wymyśliły.
Dwie dziewczyny po tygodniu również zniknęły, a ślad po nich zaginął.
Na zapleczu nie było tak czysto jak w drugiej części.
Regały były po krańce wypełnione prastarymi księgami, z wymyślnymi  ilustracjami.
Ale moją uwagę szczególnie przykuła fioletowa księga z złotymi rogami.
Podeszłam do niej cichutko, już ją złapałam, aż nagle...:
- A CO PANNA TU ROBI!?
KTOŚ CI POZWOLIŁ TU WCHODZIĆ?!- wrzasnęła ruda pani.
Zobaczywszy ją jakoś tak, odruchowo, uciekłam razem z książką,
Ta szkoła rzeczywiście kryje jakąś tajemnicę,
A moim celem jest jej odkrycie.

niedziela, 7 grudnia 2014

piosenka ''CZAS''

Czas

1. Przed nim nie uciekniemy,
   I tak każdego dogoni,
  On trwa i wciąż ucieka,
  Ja chcę zatrzymać go!
Ref.
Chodź, pójdziemy w świat,
Będziemy się cieszyć chwilą, która trwa,
Zatrzymamy czas, uciekniemy w dal !

2. Prędzej, czas ucieka,
   I każdy na niego narzeka,
  On mknie jak rwąca rzeka,
  I zabiera radosne chwile nam!
Ref.
Chodź, pójdziemy...

3. Czas jest tylko słowem,
   Krótkim i nieważnym,
   Zapomnij o nim choć raz !!!
Ref.
Chodź, pójdziemy...



Rozdział 3 - Jest coraz dziwniej...

Rozdział 3

Jest coraz dziwniej...

Długo rozmyślałam nad wczorajszym wydarzeniem.
Ten chłopak, nie powiedział ani słowa...
Szukałam go, ale w szkole ślad po nim zaginął...
Tam gdzie mnie pociągnął rzeczywiście była ściana,
A sala 348 znajdowała się na samej górze, w końcu długiego holu.
-Jak on mnie tam doprowadził, i po co mi pomógł?
-myślałam.
Jego cudowne, błękitne oczy, i jasne włosy ciągle były w mojej głowie...
Blondynki zniknęły gdzieś niepostrzeżenie, więc nikt mi nie dokuczał,
A tak mi się przynajmniej zdawało...

*

Po lekcjach zwiesiłam głowę.
- Znowu ta okropna droga przez sosnowy las, i na dodatek jeszcze mokry!- Powiedziałam do siebie.
Jakaś dziewczyna podeszła do mnie, i powiedziała:
- Patrz, tam jest droga na skróty.
Z łatwością dojdziesz nią do domu Emmy- Rzekła wskazując na wąską uliczkę wiodącą między dwoma starymi blokowiskami.
- Jesteś pewna? Nie wygląda przyjaźnie - Odpowiedziałam.
Po rzekomej ,, drodze na skróty '' walały się śmieci i butelki,  a na klapach śmietników leżały zdechłe koty.
- Tak, to dobra droga. Chyba nie sądzisz że kłamię?- Nieznajoma uśmiechnęła się pogodnie.
- Zaraz, skąd znasz moje imię???- Ocknęłam się, to wydawało się podejrzane.
Dziewczyna spojrzała na mnie, a jej oczy stały się jaskrawo żółte.
Biła od nich jakaś dziwna łuna.
- He he, przedstawiałaś się przecież...- Szepnęła.
Nie wiadomo dlaczego zaufałam jej, uwierzyłam w te słowa.
Raz jeszcze zerknęłam na ciemny, mokry las.
Wzdychnęłam.
- W takim razie pójdę na skróty, dzięki.- Odrzekłam.
Ruszyłam w stronę przesmyku.
Szłam spokojnie, niezaniepokojona niczym.
Lecz za plecami usłyszałam jakiś łomot, ze strachem odwróciłam głowę.
- To pewnie jakiś kot... - Uśmiechnęłam się pod nosem.
Nie ma się czego bać.
A jednak było...:
- Hej, laluniu! - Wrzasnął jakiś chłopak z za progu.
Stanęłam jak wryta.
Ciarki przemaszerowały mi po całym ciele.
- Dawaj kasiorę!!!- Zaśmiał się drugi.
Po chwili była ich już cała banda.
- No dalej!!!- Krzyknął inny.
Zacisnęłam pięści, czułam jakbym wznosiła się ku górze, wokół mnie stworzył się powietrzny wir.
Coraz wyżej i wyżej.
- NIE!!!!!!- Wydarłam się, a wielka, uderzeniowa fala odbiła się ode mnie.
Łobuzy uciekły z krzykiem.
Powoli opadłam na ziemię, a cała energia którą z siebie wyrzuciłam, z powrotem skumulowała się i wróciła do mojej ręki w postaci kuli powietrznej, która zniknęła po paru sekundach.
Nie potrafiłam wydusić słowa, pozbierałam się i czym prędzej wróciłam do domu.
Usiadłam na krześle i zaczęłam znów rozmyślać nad tymi wszystkimi dziwnymi wypadkami.
- Tego nie da się już logicznie wytłumaczyć, to musi być coś innego...
Jednak marzenia o przeciętności nie spełnią się nigdy...

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 2- Nowa szkoła, nowe problemy

Rozdział 2

Nowa szkoła,nowe problemy

Właśnie podróżowałam między snami,
Gdy jak gdyby przez mgłę, usłyszałam ten przeraźliwy dźwięk.
Zadzwonił budzik.
To okropne, że w zaledwie kilka sekund czar wakacji prysnął.
Zaraz, jaki czar?
Przecież czary nie istnieją!
Po prostu czas słodkiego lenistwa się skończył...
Ociężale podniosłam się z łóżka.
Preciągnęłam się i poszłam do łazienki.
I znów te przeklęte 20 metrów przez chłód morskiego powietrza...
-Oby nie było tam tego szczura...-Pomyślałam,
A przez całe ciało przeszły przeszywające dreszcze.
Mam dziwny wstręt do wszelkiego gatunku gryzoni.
Na szczęście, nie było.
Wzięłam szybki prysznic, podśpiewując:
Ach, jak przyjemnie,
Kołysać się wśród fal...
-Może ten dzień nie będzie aż taki zły?
-Szepnęłam uśmiechając się do siebie.
Moje przypuszczenia nie były jednak zbyt trafne...
*
- Hej, patrzcie na tą nową!- Wrzasnęła jakaś ,,plastikowa'' blondynka.
- Phi, co ona ma na sobie?! Cztery szmaty zarzucone na kawał kiełbasy!!!- Dopowiedziała druga.
Myślałam że spalę się ze wstydu...
Pobiegłam w inną stronę patrząc w ziemię, zaczęłam szukać bocznego wejścia do szkoły.
Nie znalazłam jednak ani małych drzwi...
Ze strachem zawróciłam na pięcie.
Drżałam jak galareta...
-One mnie zniszczą!- myślałam.
Miliony takich właśnie myśli przelatywały mi przez głowę w ekspresowym tempie.
Blondynki jednak zniknęły, odetchnęłam z ulgą, po czym spojrzałam na zegarek.
Przetarłam oczy.
Chwila spokoju nie trwała za długo.
Na ekranie urządzenia widniała kując w oczy, 8:05.
-J...Jes...Jestem spóźniona!!!
Pobiegłam ile sił w nogach.
Wyjęłam plan lekcji.
- Angielski sala 348...
Zerknęłam na dłuuugi korytarz.
- GDZIE NIBY MAM ZNALEŹĆ SALĘ 348 ?!- Wrzasnęłam.
Niebawem ujrzałam niską, szpakowatą osóbkę zmierzającą twardym krokiem ku mi.
Nagle ktoś wciągnął mnie za próg.
Chciałam krzyknąć, ale chłopak o oczach koloru jasnego nieba położył mi palec na ustach.
Zamilkłam.
Złapał mnie za rękę i pociągnął gdzieś, gdzie wcześniej, mogłabym przysiądz, była ściana.
W mgnieniu oka znalazłam się w sali lekcyjnej, 348.
Nikt nic nie zauważył, nic nie powiedział na moje nagłe pojawienie się na lekcji.
Odwróciłam się by podziękować za przyprowadzenie, a raczej teleportację, ale tajemniczy chłopak zniknął.
Znów spojrzałam na zegarek: 8:00
To wszystko wydawało się coraz dziwniejsze...




piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 1 - Po co coś zmieniać?

Rozdział 1

Po co coś zmieniać?


Późnej nocy, wśród burzy i przenikliwego wiatru,
Wreszcie dojechaliśmy.
Od początku byłam przeciwna przeprowadzce.
Lubię morze, ale latem,
A nie jesienią, we wrześniu!
- Emmy, rozchmurz się.
Tu będzie dobrze, poznasz now...
-I tu jej przerwałam.
-Nie mamo. Nie chcę poznawać nikogo nowego.
Wystarczyli mi tamci przyjaciele.
- Kartka, ołówek i książki?
Powinnaś się ucywilizować.
- Rzekła mama.
No dobra, może i rysowanie i czytanie nie są najlepszym sposobem na spędzanie wakacji,
Ale po co poznawać nowe osoby.
Przecież nigdy nie wiadomo, jak na to zareagują.
Jedni uśmiechną się pogodnie,
A inni są chyba uczuleni na słowa: Dzień dobry!
Wraz z bratem i mamą ruszyliśmy do nowego mieszkania,
No raczej domku.
Mały, drewniany budynek, o prostej budowie.
Aneks kuchenny przy salonie,
jeśli można to nazwać salonem,
oraz mały skromny pokoik,
Typowo dla dzieci.
-A to twój kącik
- Te słowa nie zachwyciły mnie , ale da się przetrwać.
- A ty Danny, mieszkasz z siostrą.
- Mina mi zrzedła.
Mam mieszkać z tym małym oszustem,
Z tym wrednie słodkim bachorem!?
Mama zdała się czytać moje myśli:
-I bez dyskusji, ten ''bachor" to twój brat i masz go traktować jak przyjaciela.
- Po tonie jej głosu pewne było, że nic nie wskóram.
Rzuciłam plecak na spróchniałą półkę,
I zaczęłam rozpakowywanie.
- Szal, kredki, płyn do płukania, szynka...SZYNKA?!
No cudownie!!! Jest nawet szynka a mydła brak.
Wyciągnęłam mój błękitny ręcznik i wyszłam na korytarz gorączkowo szukając drzwi mogących prowadzić do łazienki.
- Łazienka na dworze, 20 metrów od domku.
Masz, to lepsze niż twoje mydło.
- Powiedziała mama podając mi stare, szare mydełko.
-MASAKRA-
Pomyślałam.
Łazienka na podwórku?!
Pada deszcz a ja mam iść 20 metrów przez mokry piasek?!
To jaki sens ma mycie?
Otworzyłam drzwi i od razu poczułam przenikliwy podmuch morskiego wiatru,
Zapach fal i krzyk mew dopłynął do mnie wraz z powiewem.
Ruszyłam przed siebie.
-MOJE WŁOSY!!!
- cała fryzura, 2 godziny ciężkiej pracy, legły w gruzach,
A raczej w błocie.
Wreszcie po obiecanych 20 metrach zobaczyłam mały budyneczek,
Dosłownie zbudowany z kilku prostych bali.
- To tutaj- pomyślałam.
Pchnęłam jedyne w całej budowli, żelazne drzwi.
Stare zbite lustro, zardzewiała wanna, i toaleta z pajęczyną.
-Dom dla drakuli- zaśmiałam się.
Ułożyłam rzeczy na stołku stojącym obok wanny.
Pochyliłam się by odkręcić kran, aż nagle:
-AAAAAAA!!!!
- W wannie był szczur!
Wielki, tłusty szczur!
- Co za miejsce...
I po co było coś zmieniać?

Książka- Zwyczajnie magiczna

!UWAGA!

Od teraz będą pojawiać się posty pod tytułem np.
Rozdział 1 - nowości...
Będą dotyczyły książki którą będę pisać,
Ale nie będą one po kolei, mogą być przeplatane innymi postami.
Informuję o tym aby nie było nieporozumień.
Książka będzie miała nazwę ,,Zwyczajnie magiczna''
Oto krótkie wprowadzenie:
Czy nie zastanawialiście się kiedyś, jakby to było mieć magiczne moce,
Czy czary istnieją?
Czy nie szukaliście po cichu elfów wśród liści?
Czy nie budziliście się w nocy by zobaczyć jak wróżka-zębuszka wymienia wasz ząb na złotą monetę?
Prawie każdy czasem miewał takie sytuacje,
Ale nie nasza bohaterka.
Dwutastoletnia Emmy Simpones nie wierzyła w magię,
Nie lubiła bajek ani książek o czarodziejskich stworkach.
Uważała się za normalną, zupełnie przeciętną osobę,
I nie chciała tego zmieniać.
Jednak gdy zaczęła doświadczać dziwnych sytuacji, nabywać
Nieludzkich umiejętności, a w snach pojawiały się dziwne postacie,
Zastanowiła się nad swoimi wcześniejszymi poglądami,
Czy jej przypuszczenia mogą być rzeczywiście trafne?

Ellen Kuźma
Monako

wtorek, 2 grudnia 2014

Marzenie

Marzenie

Ludzie mają wiele marzeń.
Jedni myślą o nowym aucie,
Inni marzą o komputerze,
O pokoju na świecie,
O miłości...
A ja mam inne marzenie,
Ja inna jestem od wszystkich,
Moje myśli są inne...
Ja bym chciała latać, 
Jak ptaki, majestatycznie szybować,
Między kłębiastymi obłokami,
Patrząc z góry,
Ujrzeć świat z innej perspektywy...
I lecieć w ciszy, w stronę słońca,
W nieskończoność, coraz wyżej, i wyżej...
I dalej od trosk i problemów,
Uciec od złych myśli, od smutku...
Lecieć w nicość, i nie wybudzić się ze snu,
Który powraca z każdą nocą,
Która trwa za krótko,
I zawsze muszę otworzyć oczy,
I stawić czoło szarej rzeczywistości,
Która stawia kolejne mury, 
Grube i potężne,
Buduje schody, ciągnące się daleko,
Tworzy krętą drogę do celu,
Którego nie ma...
A ja usypuję własną ścieżkę,
Usypuję ją powoli, spokojnie,
i niczym kot chodzę własnymi drogami,
Ale mam jedno życie, i
Cieszę się nim, bo jest za krótkie,
By tracić je na smutek,
Jest po to, by marzyć,
Bo marzenia się spełniają.

niedziela, 30 listopada 2014

Chińczyk

Chińczyk

Gdy wieczór nadejdzie,
Dwudziesta godzina,
To się nie obejdzie,
Bez pewnej gry, w którą gra cała rodzina.
I wtedy do salonu się schodzi:
-Babcia
-Mama
-Wujek
-Ja
Każdy w to gra!
Rozkładamy planszę,
I pionki nasze.
Każdy kostką rzut,
To Adrenalina,
-Szóstkę masz, cud!
Nie dowierza rodzina.
A każdy z nas ma inne pionki,
Jedne to ''cytrynki''
A inne ''pomidorki''
A śmiechu przy tym!
Co niemiara!
I tak bawić się można,
Do samego rana!
A co to za gra?
To CHIŃCZYK!
Najlepsza gra  na świecie,
w którą gra:
-Mama
-Wujek
-Babcia,
No i ja!!!


Mróz

MRÓZ

Śniegiem zasypuje, doliny i góry,
Wichrem sprowadza kłębiaste chmury,
Na szybach maluje,
I  wszystko psuje,
Pan Mróz.
Gdy zęby szczerzy,
Nikt już  nie wierzy,
Że pogoda będzie ciepła,
Wiosna bardzo za to wściekła,
Jesień do kąta uciekła,
Siada, i płacze cicho:
-A niech to licho!
Wielobarwne liście,
Długo malowała,
A przez Pana Mroza,
Wszystkie straciła,
Dlatego płakała.
A on nadal bawi się z temperaturą,
I gorączkowo wytrząsa chmurą:
-No dalej!Chmurko! Śniegu potrzebuję!
I tak Pan Mróz w powietrzu tańcuje,
Że temperatura, przez niego obniżona,
Uciekła zadowolona.
I nagle, wiatr nie wieje,
Każdy pyta:
-Co się dzieje?
Ciepło się zrobiło,
Wszystko się stopiło,
I wiosna w lutym nadeszła,
A zima ze smutkiem odeszła.
A co zrobił Pan Mróz?
A on w wolnym kroku,
Poszedł na farmę, do kóz,
Wyczekiwać następnego roku.

sobota, 29 listopada 2014

Świat

Świat

Ten świat co mnie otacza,
Jego ogrom, wszystko co żyje.
To jest takie niezrozumiałe...
Niebiański kalendarz wypisany przez los...
Z każdym dniem i chwilą,
Mówię sobie, że widocznie, tak miało być...
Nie planuję całego życia, bo nie panuję nad nim.
To nieprawda, że człowiek potrafi sam wypisać sobie przeznaczenie,
Nie ma co gdybać, bo będziemy żałować.
Świat byłby nudny, gdyby człowiek znał kolejność zdarzeń...
A ta natura, dzika i nieprzewidywalna,
Nikt jej nie ujarzmi.
Natura powinna być wolna.
Ona nie istnieje po to, by przeżywać tresury i słuchać się człowieka.
Nie ma po co wiązać koniec z końcem,
Każdy dzień to nowe przeżycie,
Każdego dnia wszystko zaczyna się od nowa.
Ale coś się kończy a coś się zaczyna,
Życie nie trwa wiecznie,
A świat nie odradza się z czasem,
Zostaliśmy stworzeni, by pomagać,
A nie niszczyć, jesteśmy zaledwie okruchem w wielkim kawałku chleba.
Nie my tu rządzimy, i powinniśmy o tym pamiętać. 
___________________________________________
I jak myślicie, czymże jest to coś?
Wierszem, opowiadaniem, bo nie wiem.


Anioły

Anioły

Nie widać ich, nie słychać,
Nie wierzysz że istnieją,
Anioły z twoich kpin,
Bardzo dzisiaj cierpią,
Gdy deszcze z nieba płyną,
Wartkimi strumieniami,
To Anioły płaczą nad nami.
Gdy wiatr ogromy wieje,
I wyrywa drzewa,
Wtedy do Aniołów się modlić trzeba,
Bowiem każdy człowiek,
Ma Anioła stróża,
Gdy o nim pamięta,
Nie groźna mu burza.
Te białe istoty,
O skrzydłach wielkich,
O aureolach złotych wiszących nad głową,
Ale uwierz, że wystarczy jedno słowo,
A Anioły stróże, z radością Ci pomogą.

czwartek, 27 listopada 2014

Sens

Sens

Daleko stąd w Sensu pełnym mieście,
Na ulicy Sensu,
Żyła sobie Zuzia,
Co mówiła:
-Wszystko bez sensu!
I droczyła się z mamą i tatą,
A co oni mówią na to?
:
-Zuziu, wszystko sens ma,
Przyjrzyj się, ujrzysz raz dwa!
Lecz ta Zuzia,
spytała wujka:
-Wuju, czy ma sens bójka?
Wujek na tą, z miną wielce szczodrą:
-Wszystko sens ma, nawet taniec z kobrą!
A Zuzia już skojarzyła,
Ma koleżankę, co z wężem tańczyła!
Pobiegła za domek w te pędy,
A tu Tomek szedł właśnie tędy:
-Zuzie, gdzie Ci się spieszy?
Na co Zuzia ogromnie się cieszy.
-Tomku, czy mają sens bajki?
A Tomek po krótkim namyśle,
Odparł składnie i  ściśle:
-Ja nie wiem, wszystko sens ma,
zapytaj mamy Julka!
A Zuzia biegła tym prędzej,
By dowiedzieć się jeszcze więcej.
-Proszę pani, czy jedzenie ma sens?
Spytała Zuzia zdyszana.
-Cóż, ważny jest każdy kęs,
Chyba wszystko ma sens...
Zuzia pomyślała,
Kogo zawsze odwiedza z rana,
I ruszyła wąską uliczką,
Do piekarza:
-Już blisko, już blisko!
Pchnęła drzwi bardzo ciężkie:
-Witaj Zuziu, ciepłą bułeczkę?
Zuzia stanęła dumnie:
-Czy sens ma że człowiek chudnie?
Na to piekarz pełen urazy:
-To że człowiek je ciastka i zrazy,
To nie znaczy że gruby od razu,
Ale nie rzucę Ci ciągu wyrazów,
Wszystko sens ma,
I Włala!
Zuzia ze smutkiem na twarzy,
Do domu wreszcie wróciła,
I tak sobie myśli, marzy,
I w końcu coś wymyśliła.
Zwołała wszystkich do domu,
Nie mówiąc o co chodzi nikomu,
Aż wszyscy zasiedli wygodnie,
Zuzia uśmiechnęła się pogodnie:
-Wy sądzicie że wszystko ma sens,
A ja mam pytanie na sześć!
I padło krótko i wyraźnie,
Wszystkim radość zaraz zgaśnie:
-Oto moja zagadka,
Niedługa moja gadka,
Czy bezsens ma sens?
Tylko Zuzia odpowiedź znała,
A na sali cisza zapadła.

środa, 26 listopada 2014

wiersz- Boże Narodzenie

Boże Narodzenie

Jest taki dzień,
Jeden w całym roku,
Rocznica wielka,
Radość wśród obłoków,
Kiedyś, pewnej nocy,
W lichej stajence,
Bez poduszki, bez kocy,
Narodziło się dziecie,
Przez proroków wywróżony,
Syn Boży bezbronny,
Przez lud upragniony.
Zniżył się tak dla nas, ludzi,
Ten co przecie wrzechświat budzi,
Pan nasz Zbawiciel !!!
W żłobie leży wymarznięty,
Czuwa nad nim i duch święty,
Jezus uśmiechnięty !!!
Spieszmy się powitać pana,
Kolędujmy mu do rana,
Bogu w ciele człowieka !!!
Zstąpił z niebios mały,
By lud zbawił cały,
Pan nasz, Jezus zbawiciel !!!
Święto wielkie i rocznica,
Pełna ludzi jest ulica,
W sklepach chmara kupujących,
Prezenty, upominki,
Dla przyjaciół i rodzinki !!!
Ale nie to ważne, pieniądze i prezenty,
Ważne że  na święta, każdy uśmiechnięty,
I z rodziną razem, krok po kroku,
Z radością i miłością,
Poznają piękno tego dnia,
Jednego w całym roku !!!

wiersz-Spójrz w niebo

Spójrz w niebo

Gdy coś Cię trapi,
Spójrz w niebo,
Gdy oczy smutne,
Spójrz w niebo,
Gdy serce nie bije już tak radośnie,
Spójrz w niebo,
Gdy szczęście smutku ustąpi,
Spójrz w niebo...
Senne obłoki,
Ptaki majestatyczne,
Jasna łuna bijąca od słońca,
Spokój, cisza...
Przyjrzyj się błękitu nieba,
Patrz, wyżej, Patrz mocniej,
Tam czuwają aniołowie,
wszyscy święci,Trzej Królowie,
Żyją z tobą,
Żyją obok,
Żyją w tobie.
Ci, co uśmiechy na twarzach malują,
Ci, co miłości mury budują,
Ci, co serca radują,
Rozumieją, myślą i czują...

wtorek, 25 listopada 2014

wiersz Bydgoszcz, moje miasto

Bydgoszcz , moje miasto

Bydgoszcz, piękne miasto,
Rzeźbione kamienice,
Puszczy tajemnice,
Blokowisk ciemne zakamarki,
W banku w biurze dźwięk drukarki,
Kamienne ulice i tramwaj stary,
Pomnik na rynku duży i mały,
Rzeka Brda z wolna płynie,
Przez Wyspę Młyńską,
Co z piękna słynie.
Zróżnicowanie fauny i flory,
W szpitalu pomoc ma każdy chory,
Szczęścia tu nie brak,
Każdy się cieszy,
Miłość w rodzinie,
Z tego to miasto właśnie słynie.
W Myślęcinku, raj przyrodników,
A w Sądzie naszym, raj dla prawników,
Każdy tu znajdzie, miejsce dla siebie,
W naszej Bydgoszczy, cudnie jak w niebie!
Wielkie galerie,
Małe sklepiki,
I autostrady,
I wąskie uliczki,
I blokowiska,
I torowiska,
I uzdrowiska,
Wszystko tu mamy,
Bydgoszcz kochamy!!!


poniedziałek, 10 listopada 2014

Wiersz - Jak?

Jak?

Jak odpowiedzieć mam,
na pytań długi ciąg,
lecz to proste niczym drut,
odpowiedzieć żaden cud.
Jednak jak odpowiedzieć mam,
na pytanie które dobrze znam,
odpowiedzi szukam pośród pól i wrzosów,
jednakże to samo pytanie, jak pasożyt, jak kleszcz, wciąż pyta się mnie:

Jak zboża rosną wiosną?
Jak ma na imię kwiat?
Jak motyle latają tak?

Wtedy uciekam, do lasu,
i wśród drzew się kryję,
a nagle coś za drzewem wyje,
jak pasożyt, jak kleszcz,
znowu się pyta mnie:

Jak wiewiórka skacze?
Jak borsuk płacze?
Jak się zwie dziecko kacze?

I znów uciekać muszę, ale nie tam, na łąkę , albo nad morze , nad staw,
Ja uciekam tam, gdzie jest mój własny świat,
I zaraz pojawia się Jak ,niczym pasożyt, jak kleszcz, nadal pyta się mnie:

Jak chrabąszcze pływają?
Jak ryby śpiewają?
Jak słonie latają!?

A ja na to:
-Odpowiedź znajdź samo, bo samo to wiesz drogie Jak!
W moim świecie jest właśnie tak!!!

Wiersz-Moja Babcia









Moja Babcia

Babciu, kocham Cię,
Babciu, dobrze wiesz,
Te trzy słowa, całe me serce, i ma miłość w nich:

Dziękuję , Przepraszam , Proszę

Dziękuję za twoją mądrość,którą przekazujesz Mi
Dziękuję za skarpetki wełniane, które dla mnie szyjesz,
Dziękuję za to, że dla Mnie żyjesz.

Przepraszam za złe zachowanie me,
Przepraszam za to, że nie zawsze słucham Cię,
Przepraszam za błędy i problemy.

Proszę, żyj długo,
Proszę, żyj zdrowo,
Proszę, żyj ze mną...

Maria Meinert

Kocham Cię Babciuniu kochana!!!

Wiersz - Więzienie

Więzienie

Więzienie, za kratami,
między nami, przestępcami.
Słońce znikło, szare niebo ,
Smutek , złość , cisza , gniew,
Znalezione obrazy dla zapytania za kratami
już nic nie cieszy Cię,
siedzisz w kiciu zapłakany
między nami, przestępcami.



Wszystko znika , nie ma nic,
tylko kraty , złość i kić.
Nie przestają z ciebie kpić ,
Niby rok a kilka chwil.
Smutek,Złość,Cisza,Gniew,
Cztery sprawy, jeden wiek.
Smutek zalewa twarz rzeką łez,
Wciąż narasta twoja złość,
Cisza wciąż Ci daje w kość,
Ciało już rozsadza gniew,
Siedzisz w kiciu zapłakany,
Między nami przestępcami.
Robisz planów tysiąc pięć,
Uciec od dawna masz chęć,
Kraty rozgiąć, zapomnieć, 
Gościu nie załamuj się!
Radę dasz,
Siłę masz,
Masz hart ducha,
Serce lwa!!!

Tajemnica...-opowiadanie

-Hej!-Zawołał ojciec.Wiedział że Johny to niezdarne i nieśmiałe dziecko,ale w głębi duszy miał nadzieję że nie powtórzy się sytuacja z ubiegłego tygodnia.
Chłopiec słysząc donośny głos taty ruszył, a raczej starał się ruszyć jak najszybciej, ale bez prawej nogi nie było to łatwe.
Wziąwszy w dłonie kule jął niezdarnie kuśtykać się ku pracowni.
Miał co prawda drewnianą protezę, lecz była ona już stara i spróchniała, i nie pomagała mu dostatecznie.
Pchnął równie spróchniałe stare drzwi, i wytężył wzrok by dojrzeć gdzie siedzi stary zsiwiały pan.Owym starym panem był Michael, ojciec chłopca.
Martwił się on stanem syna, lekarze nie dawali mu szans, i odmawiali dalszego leczenia.
Biedny Johny miał problemy z codziennym życiem, nie mówiąc już o zachowaniu innych wobec niego.
,,Johny to bardzo trudny przypadek, jedyne co możemy uczynić, to w tych ostatnich dniach życia, dać mu wolność od szpitalnego łóżka''.
Te słowa nękały tatę dzień w dzień.
Pozostawała mu jedynie żarliwa modlitwa...
Syn jego urodził się bez nogi, ze słabym wzrokiem, oraz bez trzech palców u lewej ręki.
Wzrok stracił już prawie zupełnie, a stare szkła były za słabe by pomóc chłopcu.
Matka zginęła przy porodzie, a Michael był ubogim architektem.
Mieszkali w starym, prawie dwustuletnim domu,trzymającym się na kilku grubych belach, bez wody, a jedynym źródłem światła był zakurzony żyrandol, wiszący w obszernym salonie.
Gdyby Johny był zdrowy na pewno biegał by po całym budynku, nie odkrył by jednak tajemnicy...
*
-Co chciałeś mi pokazać tatu?-spytał wyraźnie zaciekawiony.
-Yyy...Tylko...Uważaj, proszę...-rzekł troskliwie ojciec  wskazując na nową makietę domu.Wymarzonego domu.
Chłopiec z radością doczołgał się do stolika,i zaczął przyglądać się uważnie.
Niestety, stało się to, czego obawiał się ,,Tatu''.
Synek upadł niszcząc przy tym dzieło Michaela, ten jednak nie przejmował się stratą makiety, ale zdrowiem Johnego.
Natychmiast ruszył długim korytarzem do kuchni po bandaże.
Tymczasem stolik wpadł w regał ze starymi księgami, a ogromna, czerwona księga wyszywana złotą nicią, wysunęła się delikatnie.
Chłopiec podniósł się niezdarnie, i, jakoś tak , instynktownie, pociągnął ową książkę, a regał osunął się, powstało przejście, brama, do magicznego świata.
Johny ruszył w jej stronę.
A tam...:
Blade obłoki, biały świat...
I, coś , niby człowiek , magiczna istota , podniosła się , i ruszyła w stronę chłopca.
Jej twarz promieniała niebiańskim blaskiem, ogromnie skrzydła tworzyły ciepły powiew, a złoty krąg wisiał nad jej głową.
Tak , był to anioł, a dokładniej - anielica.
- Witaj, Johny.-Rzekła troskliwie z ciepłym uśmiechem na twarzy.
- Cz..Cześć...Skąd znasz moje imię?-Spytał niepewnie młodzieniec.
- Jestem twoim aniołem stróżem.Puść kule , umiesz chodzić , uwierz. Zdejmij okulary , widzisz.- Powiedziała anielica , i odfrunęła.
Ojciec zastał syna stojącego przed regałem, o własnych siłach, z własną, prawdziwą nogą , bez okularów, z palcami u lewej ręki, uśmiechniętego.
- S...Sy...Synu! Jak?- zdołał wydusić Michael.
-Tajemnica tatu-odrzekł Johny.
Ojca nie obchodziło już jak to się stało, wierzył tylko że to dzięki Bogu...
*
Kilka dni później ,,Tatu'' zyskał pracę na wysokim stanowisku, odnowił makietę i wybudował wymarzony dom.
Johny wrócił do szkoły i stał się wielbionym i lubianym dzieckiem, stał się również bohaterem takich opowiadań, jak na przykład to.
O czymś zapomniałam?
A , no tak.
I żyli długo i szczęśliwie...