niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 3 - Jest coraz dziwniej...

Rozdział 3

Jest coraz dziwniej...

Długo rozmyślałam nad wczorajszym wydarzeniem.
Ten chłopak, nie powiedział ani słowa...
Szukałam go, ale w szkole ślad po nim zaginął...
Tam gdzie mnie pociągnął rzeczywiście była ściana,
A sala 348 znajdowała się na samej górze, w końcu długiego holu.
-Jak on mnie tam doprowadził, i po co mi pomógł?
-myślałam.
Jego cudowne, błękitne oczy, i jasne włosy ciągle były w mojej głowie...
Blondynki zniknęły gdzieś niepostrzeżenie, więc nikt mi nie dokuczał,
A tak mi się przynajmniej zdawało...

*

Po lekcjach zwiesiłam głowę.
- Znowu ta okropna droga przez sosnowy las, i na dodatek jeszcze mokry!- Powiedziałam do siebie.
Jakaś dziewczyna podeszła do mnie, i powiedziała:
- Patrz, tam jest droga na skróty.
Z łatwością dojdziesz nią do domu Emmy- Rzekła wskazując na wąską uliczkę wiodącą między dwoma starymi blokowiskami.
- Jesteś pewna? Nie wygląda przyjaźnie - Odpowiedziałam.
Po rzekomej ,, drodze na skróty '' walały się śmieci i butelki,  a na klapach śmietników leżały zdechłe koty.
- Tak, to dobra droga. Chyba nie sądzisz że kłamię?- Nieznajoma uśmiechnęła się pogodnie.
- Zaraz, skąd znasz moje imię???- Ocknęłam się, to wydawało się podejrzane.
Dziewczyna spojrzała na mnie, a jej oczy stały się jaskrawo żółte.
Biła od nich jakaś dziwna łuna.
- He he, przedstawiałaś się przecież...- Szepnęła.
Nie wiadomo dlaczego zaufałam jej, uwierzyłam w te słowa.
Raz jeszcze zerknęłam na ciemny, mokry las.
Wzdychnęłam.
- W takim razie pójdę na skróty, dzięki.- Odrzekłam.
Ruszyłam w stronę przesmyku.
Szłam spokojnie, niezaniepokojona niczym.
Lecz za plecami usłyszałam jakiś łomot, ze strachem odwróciłam głowę.
- To pewnie jakiś kot... - Uśmiechnęłam się pod nosem.
Nie ma się czego bać.
A jednak było...:
- Hej, laluniu! - Wrzasnął jakiś chłopak z za progu.
Stanęłam jak wryta.
Ciarki przemaszerowały mi po całym ciele.
- Dawaj kasiorę!!!- Zaśmiał się drugi.
Po chwili była ich już cała banda.
- No dalej!!!- Krzyknął inny.
Zacisnęłam pięści, czułam jakbym wznosiła się ku górze, wokół mnie stworzył się powietrzny wir.
Coraz wyżej i wyżej.
- NIE!!!!!!- Wydarłam się, a wielka, uderzeniowa fala odbiła się ode mnie.
Łobuzy uciekły z krzykiem.
Powoli opadłam na ziemię, a cała energia którą z siebie wyrzuciłam, z powrotem skumulowała się i wróciła do mojej ręki w postaci kuli powietrznej, która zniknęła po paru sekundach.
Nie potrafiłam wydusić słowa, pozbierałam się i czym prędzej wróciłam do domu.
Usiadłam na krześle i zaczęłam znów rozmyślać nad tymi wszystkimi dziwnymi wypadkami.
- Tego nie da się już logicznie wytłumaczyć, to musi być coś innego...
Jednak marzenia o przeciętności nie spełnią się nigdy...

2 komentarze:

  1. ta książka jest boska, czekam na kolejne rozdziały...!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. nie czekam nie moge sie doczekać!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń